Protests

Protesty – peryferie mentalności ludzkiej

Czy można się nie godzić z czymś, co jest sprawą nieuniknioną, jak choćby śmierć? Nie. Ale protestować wypada”.

Władysław Grzeszczyk – Parada paradoksów

This slideshow requires JavaScript.

Z szuflady wyjmują to, co sprawia, że inni ich rozpoznają. Opuszczają swe domy. Czasem na godzinę, czasem wracają następnego dnia. Przez chwilę otworzą się przed światem, głośno powiedzą coś, czego nie śmieli by wyszeptać obcej osobie w autobusie. Zwykle milczą, ale dziś rozepną krawaty i zaczną krzyczeć. A o tym co zrobią dowiedzą się wszyscy. Ale nie myślcie, że robią to dla sławy. Coś w nich siedzi. Jakaś głęboko zakorzeniona myśl, pewna wizja. Teraz albo nigdy. Wszyscy razem dla życia, razem przeciwko śmierci. Nad nimi w wietrze zderzą się biało-czerwone flagi. Są przecież Polakami, a będąc Polakiem, protestować wypada.

Tysiące ludzi z całej Polski przyjechało na Marsz dla Jezusa w maju 2013 roku. Szli spod Łazienek Królewskich na Stare Miasto. Wszyscy tańczą na ulicy pod patronatem Chrystusa. Ich kończyny poruszają się w rytmie bębnów, wszystko płynie. Wygląda na to, że ich wewnętrzna podróż w poszukiwaniu Pana zbliża się ku końcowi wraz ze zwalniającą muzyką. Fala ekstazy opadła, tak jak kobieta, która klęczkiem tuż przed Pałacem Prezydenckim unosi ramiona do nieba.

Na jej koszulce widnieje napis: „Jezus żyje”. Mężczyzna koło niej doznał już chyba osobistego błogosławieństwa bo teraz skulony cicho szlocha. Tylko przechodnie mogli czuć się nieswojo, trochę jak podglądacze, trochę jak goście zoo. Wtedy co najwyżej unosili brew i z grymasem szli dalej.

Marsz dla Jezusa przyciągnął wiele wierzących osób, ale nie tyle ile popołudniowe obchody Dnia Niepodległości w 2012 roku. Był to ciepły listopad kiedy dziesiątki tysięcy samozwańczych patriotów przeszło ulicami Warszawy. Wraz ze swymi flagami i racami, symbolami walki, którą zaraz stoczą o Polskę dla Polaków podążali za resztą. Wysoki mężczyzna na swojej skórzanej kurtce ma naklejony emblemat Polski walczącej. On jest „powstańcem XXI wieku”, chce jednak pozostać anonimowym. Spod maski ze wzorem trupiej czaszki jawią się tyko jego brązowe oczy. Ach, jak trudno walczyć o Polską suwerenność i wolność, gdy trzeba się ukrywać. Niektórzy z jego kompanów, narodowcy, przyjechali do Warszawy z dalekich stron. Z tego co krzyczą, można wnioskować, że pali im się by powiesić komunistów i wypędzić z kraju wszelkie mniejszości. W tym wszystkim wydaje się przeszkadzać tylko ściana policji i co jakiś czas rozpraszany gaz łzawiący.

Nic nie stało na drodze liberalnej młodzieży podczas majowego Marszu Szmat. Slutwalk nie był polskim wymysłem. Skąpo ubranym przypadł jednak do gustu pomysł rozebrania się dla celów wyższych. Otoczona przez fotoreporterów kobieta pozuje do zdjęć niczym gwiazda filmowa. Oczy ma zakryte wielkimi okularami przeciwsłonecznymi. Możliwe, że to z powodu ostrego słońca tego dnia. Jest w centrum zainteresowania jak zresztą każda naga od pasa w górę „dama”. Jedynie jej sutki zaklejone są srebrną taśmą. Na klatce piersiowej napisała szminką: „NIE znaczy NIE”. Dla niej cel jest oczywisty, jednak obserwujący marsz ludzie z zakłopotaniem próbują odczytać o co w tym wszystkim chodzi. Nie do końca przejrzysta filozofia tej parady ekshibicjonizmu sprowadza się do tego, że to nie ofiary prowokują gwałcicieli.

Niektórzy twierdzą, że to całe zdarzenie było strasznie demoralizujące, niegodne Polaka – ”świętego katolika”. Dla nich bardziej odpowiednim miejscem było zgrmadzenie publiczne, które miało miejsce 10 kwietnia 2013 roku. Podczas III Rocznicy Katastrofy Smoleńskiej znakiem rozpoznawczym jest krzyż i ponownie flaga Polski. „Prawdziwi Polacy” oglądają zdjęcia tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej, które wyświetlane są przy scenie. Nikt nie wyciera odrywających się od twarzy zimnych łez. W ten mroźny kwiecień nie sposób dostrzec uśmiechające się twarze czy ciepłe gesty. Zresztą, to wcale nie miał być radosny dzień. Jest smętnie, blado, chyba idealny klimat dla zanurzających się w cierpieniu ludzi. Zmarznięci z premedytacją wypychają ze swych ciał wolę do życia, gdyż każdy z nich pragnie dziś stać się męczennikiem. W imię Ojca, w imię Ojca, w imię Ojca, w imię…

Dwa ludzkie posągi eksponują fotografie małżonków, którzy tragicznie zginęli dla narodu. Stoją w bezruchu przez bardzo długi czas. Mężczyzna podnosi wiszącego na krzyżu Jezusa obwiniętego czerwoną wstęgą pod którą przymocowany jest napis: „Brońcie krzyża od Giweontu do Bałtyku”. Kobieta w okularach przeciwsłonecznych patrzy w ziemię. Paraliż z wyboru, żywy protest przeciw śmierci.

I tak wrócą do domów zmęczeni, spełnieni. W dużym pokoju umiejscowią swe krzyże, tak aby jak najdłużej życ w rzeczywistości, którą dziś zmienili. Przez parę następnych dni zobaczą swe myśli na ekranach telewizorów. Ktoś coś powie, ktoś coś zrobi, ktoś inny zmieni temat.

Tekst i zdjęcia Aleksandra Janczewska.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s